DOC

OBRAZKI

By Victor Ford,2014-06-23 08:35
27 views 0
OBRAZKI

1

OBRAZKI

JANA ORACZA

2

K. H. SPURGEON

    3

    OBRAZKI

    JANA ORACZA

    TŁOMACZEN1E Z ANGIELSKIEGO

    NAKŁADEM

    TOW. WYD. „K 0 M P A S” SPÓŁK. AKC.

    ŁÓDŹ

    4

    Jeśli czapka ci pasuje, noś ją.

    M i l i C z y t e l n i c y !

    dy wydałem swoją ostatnią książkę, niejeden czuł się

    dotknięty zawartym w niej opisem pewnych słabych stron Gswego charakteru. Oburzeni zarzucali mnie listami, zapytując ostro: „Czy chciałeś pan sportretować mnie?” Aby takim ludziom oszczędzić wydatku na papier i znaczek pocztowy, zaczynam tym razem pisać książkę od następnego czterowiersza:

    Czym chciał żartować, czy prawdę ciąć,

    Co mam na sercu, daję szczerze;

    Wasza zaś wola: prawdę wziąć,

    Lub rzucie, niech ktoś inny bierze.

    Nie chcę nikogo obrazić; gdyby jednak który z obrazków mej

    5

    książki miał dotknąć kogoś, niechże dotknięty nie szuka tych bliźnich, dla których zdaniem jego obrazek byłby odpowiedniejszy, lecz niech zachowa go dla siebie. Jemy i pijemy dla siebie, a nie dla bliźnich. Tak samo czytamy i słuchamy dla siebie, a nie dla innych. Zatem, kochany przyjacielu, gdybyś w powyższym wstępie znalazł miotłę, to wymieć nią śmieci z przed własnego progu.

    Niedawno, rozmawiając z Józkiem Owczarzem o starym ośle naszego pana, rzekłem: „Taki już stary i uparty, że naprawdę niewarto go żywić”. „Istotnie”, rzekł Józiek, „a co gorsza, taki znarowiony, że pewnego pięknego dnia napewno zrobi komu co złego”.

    Mówią, że ściany mają uszy; mówiliśmy dość głośno, bo nie przypuszczaliśmy, że i stóg siana ma uszy. Szeroko otworzyliśmy oczy ze zdziwienia ujrzawszy Jędrka Kaczora wychodzącego z za stoga. Był czerwony jak burak i w gniewie rzucał się jak opętany. Wpadłszy na nas jął miotać przekleństwa na Józka i na mnie; dowodził, że tyle wart co każdy z nas, a nawet co my obaj razem; groził, że nam pokaże, co to jest odzywać się o nim w taki sposób. Powiedziałem mu spokojnie, że nie o nim była mowa, że ani słowa o nim. nie wyrzekliśmy i dodałem, że nikt nie chciał go skrzywdzić, niech więc lepiej pilnuje swego nosa. Po tych słowach nazwał mię kłamcą i krzyczał jeszcze głośniej. Przyjaciel mój, Józiek, pękając od śmiechu, już się miał oddalić, ale spostrzegłszy, że Kaczor jeszcze się złości, parsknął śmiechem, a zwracając się do niego, rzekł: „Mówiliśmy, mój Jędrku, o starym ośle naszego pana, a nie o tobie. Ale daję słowo, że ile razy spojrzę teraz na tego osła, będę musiał myśleć o tobie, Jędrku Kaczorze. „ Jędrek zżymał się jeszcze i sapał; wreszcie spostrzegłszy, że złości się napróżno, poszedł, Józiek i ja wróciliśmy do naszej pracy mocno rozbawieni. Józiek Owczarek nieraz bardzo surowy był dla mnie w swych uwagach, zrobił mi jednak dużo dobrego swemi trafnemi spostrzeżeniami. On to głównie skłonił mnie do napisania niniejszej książki. Często mawiał, żem leniwy, ale zapomniał, że mam dużo innych zajęć; nie zdawał sobie również sprawy z tego, że umysł oracza nie może rok w rok wydawać plonu, że od czasu do czasu musi poleżeć odłogiem. Z piasku nikt bicza nie ukręci; to też i ja musiałem zamilknąć gdym wypowiedział wszystko, co na razie miałem do powiedzenia. Jałmużna dana ubogiemu wzbogaca dającego; inaczej jednak rzecz się ma z pracą twórczą. Gdy myśli moje zaczęły spływać

    6

    kroplami, nie mogłem ich wylewać na papier wiadrami.

    Józiek w każdym razie pchnął mię do czynu. Wdzięczność za to wyraziłem mu słowami owego ślimaka z bajki, co to rzekł do szpilki, którą go wydłubano ze skorupy: „Dziękuję ci, żeś mię wyciągnęła; zabierasz się jednak bardzo ostro do takiej pracy. „ Mimo wszystko Józiek miał rację. Jeśli ostatnia książka moja znalazła już trzystatysięcy amatorów, to wielki czas zabrać się do napisania drugiej. Nie jestem wprawdzie kapelusznikiem, ale stanę się czapnikiem. Ci, co mają głowy, niechaj towar mój przymierzają; mniejsza o tych, którzy — nie mając głów, na czapki me nawet nie spojrzą.

    Pozostaję, przyjaciele moi,

    waszym prosto z mostu prawiącym morały

    Jankiem Oraczem.

    7

    Paląc świecę z dwóch końców równo-

    cześnie, wypalisz ją szybko.

    apróżno troska się ten, kto świecę pali równocześnie z dwóch Nkońców: świeca zużyje się szybko, on sam zaś pozostanie w ciemności.

    Młody Jakób Wesołek roztrwonił całe swe mienie, a teraz nie ma za co kupić butów. Sprawdziło się na nim stare przysłowie: „Co łatwo na-byte, to prędko zużyte”. Gdyby sam był zebrał to, co odziedziczył, byłby każdy grosz wydawał daleko oględniej. Szkoci mówią: „Kto zyska mienie, zanim zyska rozum, niedługo będzie je posiadał”. Jakoż tak było. z Jakóbem. Pieniądze paliły go w kieszeni. Uważając, że sam niedość szybko je wydaje, zebrał sobie miłą

    8

    kompanijkę, która mu w tym dopomogła. Mienie jego rozszarpane zostało jak funt mięsa wrzucony do psiarni. Wszyscy byli dawniej przyjaciółmi jego, a teraz wszyscy mają go za błazna.

    Odziedziczywszy majątek po starym Andrzeju Chciwcu, wkrótce roztrwonił to, co wuj jego skrzętnie zbierał przez całe życie. Miękko wysłał był staruszek - swe gniazdko, ale pod rękami Jakóba pióra posypały się jak płatki śniegu w zimie. Straciwszy odsetki, zaczął -czerpać z kapitału, zabijając w ten sposób gęś, która mu znosiła złote jaja.

    Na co tracił srebro i złoto, o tym wolałbym zamilczeć. Wpadł nietylko w ręce wyzyskiwaczy, ale i kobiet, które — podobnie jak studnie bez dna — pochłaniają wszystko bez śladu. Na domiar złego kupił konie wyścigowe, które wyciągniętym galopem doprowadziły go do ruiny. Niejeden książę przepuściwszy całą fortunę na karty, kobiety i stajnię wyścigową, poszedł z torbami.

    Kto ciągle z mieszka wyjmuje, a nic doń nie wkłada, prędko ujrzy jego dno. Jakoż i Jakób Wesołek nieprędzej się opamiętał, aż gdy wydał ostatnie grosze. Wówczas-to zaczął lamentować, że go okradziono.

    Jakób żył według zasady: „pić i dać drugim pić. „ Każdy dzień był świętem dla niego, a w każde święto bywały uczty. W najlepszych winach się lubował, w najdroższych smakołykach miał upodobanie. Chciał widocznie dowieść światu, że prawdę mówi stare przysłowie: „Jakie kto życie wiedzie, taki jego koniec będzie. „ Nie pozostało z jego mienia nic prócz starych rachunków; nie będzie go nawet za co pochować. Z tego, co niepotrzebnie wyrzucał w czasie największego swego dobrobytu, byłby miał kawałek chleba i przyodziewek na sta-rość; nie myślał jednak nigdy o przyszłości, nie widział nawet końca własnego nosa. Wyśmiewał się dawniej z przezorności, a teraz przezorność drwi sobie z niego. Bóg jest nierychliwy, ale spra-wiedliwy. Toteż Wesołek pokutuje teraz ciałem i duszą. Czy sądzicie jednak, że dlatego przestał być lekkomyślnym? — Bynajmniej! — Niechnoby odziedziczył majątek po drugim wuju, roztrwoniłby go równie prędko, a może i prędzej.

    Kto zwykł rzucać pieniądzmi na wszystkie strony, tem więcej odczuwa ich brak. Dawni przyjaciele Jakóba opuścili go. Wycisnąwszy sok z cytryny, skórkę odrzucili jako bezużyteczną. Nic w tem

    9

    dziwnego! Jakże mógł się Jakób, spodziewaj pomocy i współczucia od tych, którzy nie jego kochali, ale jego pieniądze!

    Brak pieniędzy jednak nie jest największem nieszczęściem Jakóba! Brak siły woli robi go podobnym do spróchniałego orzecha, który każdy odrzuci, bo szkoda zębów na zgryzienie go. Sąsiedzi jego twierdzą, że Jakób nie wart jest, by go ziemia nosiła. Nikt nie chce mu dać zajęcia, bo każdy jest pewien, że nie zapracuje nawet tyle, co zje. Odsyłają go od Anasza do Kaifasza, biedak niema gdzieby głowę skłonił. Dobre imię więcej jest warte aniżeli łańcuch złoty i gdy je stracisz, cóż ci pozostanie?

    Na tym świecie nic chyba. Ale każdy marnotrawny syn ma Ojca w niebiesiech! Powstań i idź do Niego, choćbyś był w łachmanach! Chociażbyś niósł z sobą woń świńskiego koryta, niech cię to nie powstrzymuje. Biegnij jak do domu swego, a napewno zastaniesz drzwi szeroko otwarte na twe przyjęcie! Wszechmocny Ojciec radośnie wyj-dzie ci na spotkanie, pocałuje cię, oczyści i obmyje, pięknie cię, odzieje i, pozwoli ci rozpocząć nowe życie. Największy grzesznik znajdzie łaskę przed obliczem Zbawiciela, o ile tylko porzuci zło i błagać będzie Jezusa o przebaczenie. Choćbyś był pogrążony w najgłębszych ciemnościach, na niebie jest — Słońce!

    Spójrz ku Jezusowi, biedny synu marnotrawny i rozpocznij nowe życie w Nim! Chrystus cię pobłogosławi, albowiem Miłość Jego głębsza jest od najgłębszej twej niedoli grzechu. Szczerze wyznaj swe grzechy, a Bóg odpuści ci je szczerze i dobrotliwie.

    Nie odkładaj jednak poprawy, choćby na jeden dzień nawet, bo dzień dzisiejszy ostatnim może być dla ciebie!

    10

    Garbaty swego garbu nie widzi, ale

    widzi garb bliźniego.

    udze widzisz pod lasem, swego nie widzisz przed nosem”. Często Cnawet, bardzo często, zdarza się, że widzimy ułomności bliźniego, a ślepi jesteśmy na kalectwo i brzydotę własną!

    Cóż powiedzielibyśmy o ślepym wyśmiewającym się z brata swego, który zezuje, lub o kalece bez nóg drwiącego z sąsiada chromego? — Niestety, ludzie ciągle „wtykają nos w cudzy trzos” i zawsze zapominają o przysłowiu: „Chcesz innych poprawiać, przyjrzyj się wpierw sobie, czy do poprawienia niema czego w tobie. Ci co najwięcej czynią złego, są zwykle najbardziej skłonni do mówienia źle

Report this document

For any questions or suggestions please email
cust-service@docsford.com